
Poezje: an.Paulina Sołtysek
„ Czy można...”
Bo czy można żyć bez miłości?
Można życiem się cieszyć bez wiary?
Można iść bez niczyjej opieki i zataczać się w smutku bez miary?
Być jak pies, odrzuconym, niechcianym,
i dla wszystkich się nigdy nie liczyć?
Biec w ramiona chłodnej nicości i za rękaw się śmierci uchwycić?
A czy można człowieka zdeptać?
Zniszczyć marzenia i plany?
Zgładzić duszę i serce spustoszyć,
zadać nigdy nie gojące się rany?!
„Chciałam być.”
Chciałam być potęgą, siłą,
Ikarem wznoszącym się ku słońcu, ku wolności....
Chciałam być życiodajnym deszczem
użyźniającym spragnione ziemie
Chciałam być źródłem
tryskającym radośnie na wszystkie strony świata
Chciałam być księżycem
nadającym urok ciemnemu sklepieniu nad uśpionym miastem
Chciałam być wszystkim tym, co uzdrawia, uwrażliwia, ożywia...
A stałam się martwą skałą zdeptaną przez tysiące
Stała się symbolem ikarowskiego upadku
I nie widać nawet moich stóp
Stałam się żalem, pustką, cierpieniem, agonią...
Stałam się „nikim”
Dla siebie kimś dla Ciebie...
„Błędna dusza.”
Przychodzi do mnie umęczona-szukając pocieszenia
Układa głowę na mym ramieniu- gotując się na zwierzenia
Opadłszy na mnie oczy zamyka i błądzi dłońmi po twarzy
Lica pobladłe, skronie umęczone
I biedna o śmierci marzy
I trwa tak przy mnie do końca wieczora
Po trochu siły przywodzi
Z nastaniem świtu wstaje i idzie
Z wieczora skonała przychodzi
Przychodzi do mnie umęczona-szukając pocieszenia
Układa głowę na mym ramieniu- gotując się na zwierzenia...